wtorek, 23 sierpnia 2011

hey, babe, take a walk on the wild side

   Dorastanie. Odpowiedzialność. Budowanie więzi. A jakby tak wszystko rzucić i wyjść na powietrze, cieszyć się życiem, chwilą? Właśnie tak zrobiliśmy. Aranżowaliśmy związkowe awantury przy przechodniach, piliśmy soczki z Barbie w kartoniku, pożegnaliśmy się 'żółwikiem'. Tego mi brakowało przez całe wakacje. Chwili cholernej beztroski.
   Hej, skąd jesteś, co u Ciebie? Bo ja mam na imię Patrycja i chcę cieszyć się każdą sekundą na tym świecie. I wychodzę z założenia, że każdy człowiek zawsze ma czas. Tylko nie zawsze ma takie same priorytety jak ten, który prosi o spotkanie.
  Często prosiłam ja. Jeszcze częściej słyszałam odmowę. Przeszłam długi okres duszenia w sobie swoich uczuć, a pewnego słonecznego poniedziałku znalazł mnie Maciek płaczącą i bez butów. Moje styrane balerinki leżały obok. Ułożone symetrycznie.
   Chyba wtedy zrozumiałam, że nie warto siebie samej zatracać dla kogoś, dla którego już dawno nie istniejesz. A ja odnoszę wrażenie, że w Twoim życiu nie zajmuję tego właściwego miejsca od dawna. I nie chcę być na doczepkę.
   Ale nie, raczej zrozumiałam to dużo wcześniej. Na przykład wtedy, gdy siedzieliśmy z Andrzejem po drugiej stronie Wisły i oglądaliśmy z Wawel i Most Grunwaldzki. Nie dość, że mnie słuchał, to jeszcze rozumiał. Rozmawiał. Tak bezinteresownie.
   Hej, Ty, w ogóle co sądzisz o różnicy wieku? Andrzej mówi, iż to tylko liczba. I chociaż ta liczba dużo w Twoim życiu znaczy (i niekoniecznie chodzi o to, że od jakichś 10 lat nie mam wstępu na plac zabaw) to w praktyce robi niewiele różnicy.
   Dominik, Maciek, Andrzej, ej, gdzie Ty jesteś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz